poniedziałek, 28 grudnia 2015

Poświątecznie

Wigilię spędziliśmy u Babci. Jak zwykle przejechało nasze rodzeństwo cioteczne z rodzicami i swoją babcią i w nieco większym gronie mogliśmy zasiąść do stołu. Zajechaliśmy również do chorej Babci, tam posiedzieliśmy ze dwie godzinki, odmawiając modlitwę i dzieląc się opłatkiem. Babcia mieszka z synem wraz z żoną i (prawie) dwójką dzieci, a także (jak zwykle) była tam nasza ciotka.  Po symbolicznym śledziku, mieliśmy dopiero spotkanie na pasterce w dawnym kościele rodziców. W pierwszy dzień znów pojechaliśmy do obu rodzin, posiedzieliśmy i pośmialiśmy się i było ogólnie miło.

Drugi dzień spędziliśmy w domu. Przyjechał do mnie P., poszliśmy na Mszę i posiedzieliśmy razem z moimi rodzicami, a trochę sami. Podarował mi przepiękny koc, spod którego teraz piszę posta. Koc nic nie znaczy, nawet jeśli jest czerwony, jeśli nie ma "czegoś".

Chciałam się z nim widzieć w dniu Świętej Rodziny, zaproponowałam mu kino, ale on zaprosił mnie do siebie na Mszę i tym sposobem byłam u niego. Przyjechał po mnie, później mnie odwiózł nad ranem. Wolałabym zostać u siebie, teraz jestem tego pewna. No ale dałam się namówić. Jego rodzina wciąż jest dla mnie miła, ale to tylko rodzina. Nie muszę mieć z nimi najlepszego kontaktu, nie muszę mieć kontaktu najlepszego z rodzicami mojego męża. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby mąż był takim mężczyzną, jakiego chciałabym mieć.

Chciałabym czuć bezgraniczną Miłość, której nie zaznałam w tamtej relacji.
Chciałabym czuć akceptację i bezpieczeństwo.
Chciałabym być rozumiana, bezinteresowanie kochana.

A teściowie? Wiadomo, im lepsi, tym lepiej, ale ważne, żeby mąż był zawsze przy swojej żonie. A żona przy mężu.

To co czuję, nie da się zamknąć w jednym słowie.
Chociaż... może zawód?

sobota, 19 grudnia 2015

Przedświąteczne przedwiośnie

Pięknie było dzisiaj. Ciepło, słonecznie. Co prawda głowa mnie boli straszliwie, a drzemka popołudniowa niewiele dała, to jednak się nie poddaję i tryskam optymizmem. Jest mi dobrze. Spokojnie. Ciepło. Nie martwię się niczym na zapas, chociaż powodów do narzekań nigdy nie brakuje, to postanowiłam się zdystansować przez okres świąteczny.

Sprzątanie, mycie okien już mam dawno za sobą. Brakuje mi tylko prezentów dla dwóch osób. Pieczenie jeszcze przede mną, no i ubieranie choinki, na które miałam ochotę dzisiaj. Jak co roku będziemy mieli żywy świerk. Tamtego roku, P. przywiózł mi wielki, przepiękny świerk do pokoju. Wyglądał cudownie, tak ciężko było mi się z nim rozstać po okresie świątecznym. Jak gdzieś wynajdę zdjęcie, to dodam.

W tym roku też chciałabym ozdobić swój pokój. Myślę nad kupnem niewielkiego drzewka na stolik, bo tak naprawdę mam niewielki pokój. Może wymyślę jakieś ciekawe dekoracje do pokoju. :)

Wczoraj miałam ciekawy dzień. Byłam na Mszy Św. aż trzy razy! Wreszcie zaliczyłam Roraty. Dodatkowo podarowałam książkę jako prezent na święta współlokatorce. Zapakowałam w kartkę papieru ekologicznego. Przewiązałam sznurkiem i doczepiłam choineczki z pergaminu :) Wyszło ekologicznie i z klasą :)

Upiekę dzisiaj jakieś babeczki na jutro. Mam ochotę na przedświąteczne szaleństwa. ;)

środa, 16 grudnia 2015

Praca magisterska

Chcę pisać jak najczęściej na blogu. Dobrze mi tu. Tak bezpiecznie. Często nie piszę, bo nie chcę się czymś dzielić, ale tak naprawdę mam ochotę się komuś wygadać. Blog jest najlepszym miejscem.

Piszę magisterkę. Dużo mi zostało. Do końca tego semestru muszę oddać trzy rozdziały, a mam niewiele stron pierwszego. Idzie mi gorzej, niż na pierwszych studiach, ale nie mogę się poddać. Motywuję się tym, że mam najwięcej z całej grupy; tym, że ja już pisałam kiedyś pracę; oraz tym, że mam i chcę mieć na to czas, a inni nie mają. 

Obliczyłam, że gdybym dzisiaj się spięła, to mogłabym napisać pierwszy rozdział do jutra. Taki mam też plan. :)

Dyplom. Cóż. W tej kwestii zamilknę. ;)

Święta coraz bliżej. Dobrze, że wczoraj był śnieg. Zrobiło się tak cudownie i magicznie na dworze. Szkoda, że tylko przez jeden dzień. ;)

sobota, 5 grudnia 2015

Trochę o mojej rodzinie

Nie wiem, czy kojarzycie mnie z miejsca, w którym pisałam wcześniej. W każdym razie, tamtego bloga już nie prowadzę, został mi jako pamiątka i czasem jeszcze zaglądam tam, żeby powspominać dawne chwile. :)

Opisywałam tam chorobę i śmierć Dziadka. Dzisiaj, po ponad dwóch latach, sytuacja jest całkiem inna - moja Babcia, tym razem od strony Taty, jest chora. Praktycznie nie kontaktuje, mam opcję, że nawet nie widzi, coś tam słyszy, nic nie pamięta, nie chodzi w ogóle. Ciągle leży, jest przewijana i potrzebuje opieki 24 godziny na dobę.

Jakoś mało tam jeżdżę, ale staram się być co dwa tygodnie chociaż. Chciałabym pomóc, wesprzeć, ale nie wiem, jak. Brakuje mi odwagi, nie wiedzieć czemu.

Babcia mieszka z synem, z jego żoną i dzieckiem - moim chrześniakiem. Mały ma już 6 lat, chodzi do pierwszej klasy, a dodatkowo będzie miał rodzeństwo. Maleństwo pojawi się na świecie w lutym :) Ciotka, która przyjeżdża co drugi dzień do Babci (jej córka) praktycznie zajmuje się wszystkim. Mam co do niej dług wdzięczności, za to, że pozwoliła mi mieszkać u niej przez okres pierwszych studiów. A teraz dodatkowo dochodzą do mnie wyrzuty sumienia, bo mogłabym jej pomóc, a nie robię tego.

Planuję wybrać się tam na jeden dzień, cały dzień i pomóc, albo chociaż pobyć. Chrześniak też by się ucieszył, gdybym przyjechała. Wiem to.

Planuję też zrobić ciotce niespodziankę i dać jej ikonę. Kiedyś powiedziałam jej, że napiszę specjalnie dla niej. Mam już pozłoconą, muszę jeszcze pomalować i będzie skończona. Wybrałam dla niej Matkę Boską Nieustającej Pomocy, bo objawia się ona w postawie mojej ciotki, która zawsze wszystkim pomaga. I chociaż sama nie założyła rodziny, to wprowadza "dom" w każdą rodzinę swoich braci. I radość :)

Chciałabym skończyć ikonkę na święta. Ale nie wiem, czy mi się powiedzie. Fajnie, gdyby dla niej znalazła się jakaś paczuszka pod choinką, bo przecież to ona była odpowiedzialna zawsze za prezenty dla nas. :)


poniedziałek, 30 listopada 2015

Czas oczekiwania, czasem na wyzwania

W Adwencie 2015 postanawiam sobie:

1. Nie jeść słodyczy. 
2. Modlić się więcej!!!
3. Starać się... w każdej małej rzeczy, którą wykonuję. Bez względu, czy to będzie pieczenie ciasta, nakrycie stołu, spędzony z kimś czas, dzień, praca na uczelnie, czy odkurzanie. Chcę wymagać od siebie więcej i starać się być perfekcjonistką. 
4. Zrobić coś dobrego dla innych - mam już opcję co, ale zdradzę to, gdy to wykonam :)
5. Mniej się denerwować, być opanowaną i nie narzekać.
6. Cieszyć się życiem i radować się z każdej chwili! :)

A wy, jakie macie postanowienia? 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Zdrowa!

Wreszcie zmobilizowałam się, żeby zrobić te badania. Za sobą mam badania krwi, dość obszerne i tarczycy. Wszystko wyszło dobrze :) Co prawda jeden wskaźnik był niepokojący, ale dzisiaj wszystko zostało wyjaśnione i skonsultowane z panią lekarką. Początkowo myślałam, że mogę mieć anemię, jednak pani to wykluczyła i uspokoiła. Kazała mi się wysypiać (z tym to akurat nie mam problemu), a sama od siebie dodałam, że przydałoby mi się więcej ruchu, na co pani lekarka się uśmiechnęła i kiwnęła głową.
No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak wziąć się za ćwiczenia i nieco zmienić dietę. Także mam postanowienie: do końca tego roku jeść zdrowiej i wprowadzić nowe nawyki żywieniowe, a także ćwiczyć. Choćby tylko trzy razy w tygodniu! :)

Przede mną: ginekolog i cytologia, a także dentysta. Bardziej boję się ginekologa.

Ale muszę.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Życie jest inspirujące!

Może to jesień, może te długie wieczory, spędzane zazwyczaj samotnie sprawiły we mnie pewne odkrycie. Jakie? Jak w tytule - życie jest inspirujące! Nie wiem, gdzie byłam kilka miesięcy temu, że nie dostrzegałam tego piękna, jakie jest wokół mnie. I tym razem nie mam na myśli przyrody i życia codziennego, choć wiadomo - ona wiedzie prym w inspirowaniu do działania; jest niezastąpionym pięknem na wyciągnięcie ręki. Myślę o książkach, które mijałam szerokim łukiem, tłumacząc się brakiem czasu, O filmach, których nie widziałam w ostatnich dwóch latach. O muzyce, której nie poznaję, bo słucham wciąż tych samych kawałków. O pasji, którą zaniedbałam. O rzeczach, których się nie nauczyłam, a mogłam. O możliwościach niewykorzystanych.

Bo czekałam na kogoś, kto żyje swoim życiem i swoimi wymaganiami. Na kogoś, kto nie przyjedzie do mnie, bo ma katar, albo za długo pił herbatę zieloną, a ja czekam w zniecierpliwieniu.

To już nieważne.

Czas na lepszy czas.

...magisterka, dyplom, literatura, sztuka, wystawy, konkursy... o matko, ile tego jest! :)

Oczywiście to nie jest najważniejsze w życiu. Ważny jest drugi człowiek obok. Najważniejszy Bóg. Nie stracę tej hierarchii,

Jakie plany na przyszłe dni?
Przede wszystkim określenie jasnych celów w życiu. Ot, choćby na ten miesiąc. Czas na realizację siebie! :)

PS. Polecacie jakieś artykuły, książki, filmy, piosenki? :)

piątek, 6 listopada 2015

Listopad...

Jesień niemal nie zostawiła liści na drzewach, większość z nich tworzy kolorowe dywany na trawie. Zimno. Wieczorami mroźno, rankiem też. Od czasu do czasu przedziera się słońce, ale w ostatnich dniach jakoś mało go za oknem. Właściwie to mgła miesza się z dymem z kominów. Szaro i buro się zrobiło i gdyby nie te kolorowe, acz nieco umierające liście, byłoby całkiem smutno. Smutno, jeśli chodzi o pogodę. Bo jeśli chodzi o serce, to choć niekiedy krzyczy z żalu, to zmuszam się do pozytywnych uczuć, uśmiechu i radości. Łatwo nie jest.

Pamiętacie mnie jeszcze?
Jak się motywujecie jesienią?

sobota, 12 września 2015

Badania

Chciałam dać znać, że żyję. Życie mija szybko, ale w samotności totalnej. Ćwiczę od czasu do czasu, mobilizuję się do pracy i zaczęłam robić stronę internetową. Muszę zadbać o siebie, więc jem zdrowiej i wybieram się na jakieś badania wkrótce. Tego ostatniego muszę dotrzymać szczególnie, bo nie pamiętam kiedy byłam na jakichkolwiek badaniach, więc proszę Was, kochane kobietki, zmobilizujcie mnie. Tak się zastanawiam jakie badania zrobić, przecież póki mam wolne mogę skorzystać i odsiedzieć w tych kolejach. Może coś podpowiecie?
Wczoraj siedząc bezczynnie bawiłam się tabletem i na podstawie zdjęć rysunków z Internetu wykonałam kilka szybkich szkiców na tablecie (to te kobietki). Fajna zabawa, mam ochotę na więcej. Chce mi się rysować, bardzo!

Proszę jeszcze Was o jedno: Zostawiajcie mi namiary do Was. Muszę zaktualizować listę blogów, które czytam :)




środa, 2 września 2015

Link do strony

Serdecznie zapraszam na mój profil na fb z pracami. :) Póki co to tylko profil, ale zawsze coś. Może w przyszłości powstanie strona...? :)




Dodaję tam prace, które powstały w domu. Nie ma żadnej, związanej ze studiami, uczelnianej pracy. 

Ściskam Was mocno, 

R

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Znów brak pracy...

Nie jest tak pięknie, jak mogłoby się wydawać. Co z tego, że słońce świeci, co z tego, że są znajomi, koleżanki, że życie płynie... jak nie ma się ochoty wracać do rzeczywistości. Gdzie ta radość? Gdzie te piękne chwile z przeszłości, gdzie to szczęście...?

Poszłyśmy dzisiaj z dziewczynami na targ miejski. Miliony pięknych ubrań, niemal już w większości jesiennych, zachęcało do kupna, ja kurczowo jednak trzymałam portfel w zamknięciu, by wydać jak najmniej. W sumie z czego tu wydawać? Portfel świeci pustkami, jakieś żółtaki wypadają przy otwarciu. Totalna bieda. Niemal nic nie zarobiłam tego lata.

A gdy słyszę jak ludzie się realizują, spełniają marzenia, pracują i są szczęśliwi jest mi jakoś wewnętrznie smutno. Straciłam motywację do czegokolwiek. Żałuję rezygnacji z fotografa, chociaż było mi tam ciężko. Pojawiają mi się myśli, by tam wrócić. Mam jakąś szansę, wiem to. Szefowa mówiła, że mogę dzwonić, gdybym potrzebowała pracy. Wiem, że chłopak, który tam pracował, chciał pracować tylko w wakacje. Czuję, że gdyby on odszedł, ja bym tam poszła. Nie wiem jednak, czy zdołam połączyć pracę i studia. Z drugiej strony nie uśmiecha mi się żyć na debecie przez kolejny rok, a studia muszę skończyć.

Wracając do dzisiejszych zakupów: byłam tam z koleżankami z gimnazjum. Jedna pracuje w sklepie odzieżowym, druga w spożywczym. Ja -  kończę za rok drugi kierunek studiów. Zgadnijcie, która z nich mogła sobie pozwolić na największe zakupy? Na pewno nie ja. I stałam sobie na uboczu, a one mierzyły bluzki i swetry. Studia - tak mało znaczą, ale bez nich może być jeszcze ciężej.

Może to tylko taki czas, w którym "nie mam co na siebie włożyć". Zrobiłam remanent w szafach, wyrzuciłam sporo rzeczy, a to w czym chodzę na co dzień, stało się jakieś takie... nudne.

Właściwie to chyba muszę zrobić znów porządek z ubraniami.

środa, 26 sierpnia 2015

Chwile... tak szybkie i długie jednocześnie

Każdy dzień wygląda niemal identycznie. Codziennie sprzątam, odkurzam cały dom i myję podłogi. Około trzynastej wypijam kawę z mlekiem, a w międzyczasie podjadam słodkości. Nici ze zdrowego odżywiania. Brak mi motywacji, pomysłów i chęci.
Chciałabym się wyrwać z tego marazmu. Chciałabym wyjść przed dom i poczuć wiatr we włosach zwiastujący zbliżającą się przygodę... Za dużo filmów oglądam ostatnio.

Maluję, rysuję. Poświęcam na to całe dnie, oglądając przy tym filmy. Obejrzałam już wiele melodramatów, uwielbiam ten gatunek filmów, a z racji tego, że są to zazwyczaj filmy o miłości, mam odwagę marzyć i możliwość uświadamiania sobie, jak potężna bywa miłość i jak często można ją stracić, poprzez związek z niewłaściwą osobą.

Potrzeba mi wiary w lepsze jutro.

Potrzeba mi przeczekać zły czas.

Ach, uczelnio! Wracaj!!!



PS. Polecicie mi jakieś filmy?

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Chcę do pracy!

Lato w pełni. Z termometru nie schodzi kreska poniżej trzydziestu stopni do zachodu słońca. Uwielbiam taką pogodę, uwielbiam ciepło, upały... uwielbiam lato! :)

Wyobrażam sobie siebie na miejskim rowerku damskim z koszyczkiem, w kapeluszu i letniej, rozkloszowanej sukience jadącą do pracy... Tak bardzo bym chciała pracować, nie ograniczać się w wydatkach i nie myśleć o zalegających, niezapłaconych rachunkach.

Dodatkowo dopadły mnie jakieś wątpliwości, co do sprzedawania obrazów sakralnych... Z racji tego, że sama sobie nigdy takiego nie namalowałam, mam wyrzuty, że "sprzedaję Matkę Bożą", która mogłaby czuwać nad moim łóżkiem. Co prawda, gotowy obraz przed oddaniem wisi u mnie w pokoju, dzisiaj wkręciłam w ścianę dodatkowego wkręta. I mam ochotę go nie oddać... ;)

Wiem, jak ciężko znaleźć pracę. Na razie koczuję w domu rodzinnym, ale na początku września planuję przenieść się do miasta studenckiego. Będę płacić już pełną kwotę za czynsz, także widzę opcję, że będę częściej tam przebywać. Jeszcze jakby znaleźć pracę... to było cudowne!

Tak naprawdę czuję się zbyt mało zdeterminowana. Może czas się zastanowić się na tym, czego mi potrzeba i działać? Czy tylko ja istotne decyzje odkładam na później, na samoistne rozwiązanie?

Ale mimo wszystko czuję, że podołam ze wszystkim. Z pomocą Bożą i radością ducha jakoś się uda. :)

niedziela, 2 sierpnia 2015

Tylko jeden krok...

Potrzebuję siły, jestem bliska by to zrobić, by uwolnić się... by żyć.


Panie, wybacz mi wszystko, co złe. Nie opuszczaj mnie, błagam!





Nie czujcie się urażone, myśląc, że nie słucham Was, że odpisuje tylko na dobre komentarze. Tak nie jest. Jest mi ciężko, naprawdę. Boję się samotności. Boję się bardzo!!!


Wiem, że na Waszym miejscu też mogłabym się załamywać, pisząc te same komentarze, które pozostają bez echa. W moim sercu jednak nie pozostają i wierzcie, Wasze słowa mają wpływ na moją decyzję. Wydaje mi się, że ta już została podjęta, Jak tylko to zrobić?

Dziś już padło z mojej strony: "Acha, czyli nie zamierzasz mieć takiej dziewczyny jak ja, tak? To na razie."

Chyba nie wziął na poważnie tego...

wtorek, 28 lipca 2015

Wspólna niedziela

Ostatnia niedziela przypomniała mi chwile z początku znajomości.
Najpierw wspólna Msza Święta w moim kościele, później wspólny obiad u mnie w domu z moją mamą. Pan Przystankowy jest na diecie, dlatego ugotowałam dla Niego coś specjalnego: leczo warzywne. Ucieszył się bardzo i zjadł ze smakiem. Długie rozmowy z moją mamą poobiednie spowodowały, że zaczął dzielić się doświadczeniami z pracy z moją mamą, a mama z Nim. W końcu oboje pracują w tym samym zawodzie. :)

Później udaliśmy się na wycieczkę rowerową. Podziwialiśmy przepiękne widoki, zabrałam Go w miejsca, w których bywałam jako dziecko również na wycieczkach rowerowych. Było bardzo miło, robiliśmy zdjęcia, trochę się ścigaliśmy i planujemy w przyszłości wybrać się na piknik w te rejony.


Chciałabym częściej pozwalać sobie na różne wycieczki. Szczególnie teraz, gdy przed nami wakacje. Mam nadzieję, że uda nam się znaleźć czas na rowerowe wypady :) Na pewno zwiedzimy - co prawda samochodem, ale zawsze - okoliczne miasta i miasteczka. Większość wyjeżdża daleko w poszukiwaniu spokoju i odpoczynku, my ze względów finansowych będziemy chłonąć pobliskie piękno lokalnych zakamarków natury i kultury. :)


PS. Zdjęcia były robione około godziny 20-21 ;)

sobota, 25 lipca 2015

Marzenie o własnym kącie

Spotkałam się dzisiaj z koleżanką. Taką z gimnazjum i liceum, znamy się od jakichś 10 lat. Byłam na jej ślubie niemal rok temu, w październiku. Mieszka ona obecnie ze swoim mężem u jego rodziców, ale z tego co wiem, mieszkają tam (oprócz nich) nie tylko teściowie. Od kilku tygodni rozpoczyna się budowa ich domu. To niesamowite mieć własny dom. Taki wymarzony, własnoręcznie zbudowany, wykończony według własnych planów i projektów. Nie mam nic co do mieszkania w bloku, wręcz przeciwnie, widzę opcję mieszkania w bloku w przyszłości i ta opcja jest jak najbardziej realna. Budowa domu jest bardzo kosztowna, a teraz, gdy nie mam jakiejkolwiek pracy i lepszego pomysłu na siebie w kwestii pracy, takie marzenia są bardzo odległe. Ale niewiele kosztują, a pomarzyć dobra rzecz, więc dzisiaj oddam się marzeniom co do własnego, przyszłego domu. :)

Nie jestem oryginalna, bo wedle obecnej mody, uwielbiam wszelkie białe wnętrza, styl skandynawski, cegły i imitacje cegły: białe, czerwone. Coś pięknego. Elementy stylizowane na stare drewno, drewniane podłogi, świeże kwiaty, antyczne meble, ale raczej delikatnie zdobione.




Drewniane okiennice, drewniane schody, piękna zieleń wokół - coś niesamowitego. Taki domek na wsi byłby dla mnie idealny. Jestem nim oczarowana. Szkoda, że nie ma zdjęcia, jak wygląda z tyłu.
Zdjęcie, tak jak te poniższe, pochodzi z Internetu, niestety nie mam strony źródłowej.










Działka idealna pod budowę domu by się znalazła. Lokalizacja tej działki jest idealna, blisko do wielkiego miasta - jakieś 20 km, blisko do mniejszych miasteczek - 10 km, i do rodziców - 33km. Poza tym osiedlona jest tam moja rodzina, Babcie i chrześniak, sąsiadów też znam. Wszystko pięknie. Gdybyśmy wyjechali za granicę, to może by udało się uzbierać na początek budowy i sukcesywnie wykańczać środek. Ale cóż, wszystko to sfera pięknych marzeń. Dom to nie tylko mury i dach, bo bez serc ludzkich, mało by znaczył.
Chciałabym mieć rodzinę, chciałabym "budować", planować, marzyć i w przyszłości budować w dosłownym sensie. Jeśli Bóg pozwoli.
Ciekawe, jak ułoży się moje życie...

A wy jakie macie marzenia jeśli chodzi o mieszkanie, czy dom?:)

wtorek, 21 lipca 2015

Chcę...

Chcę być szczęśliwa.
Chcę się realizować.
Chcę pracować.
Chcę robić zdjęcia.
Chcę malować.
Chcę kochać.
Chcę być kochana.
Chcę planować przyszłość.
Chcę czuć się bezpiecznie.
Chcę czuć pokój serca.
Chcę być blisko Najwyższego.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Plany na najbliższy miesiąc

I co teraz będę robić przez ten wolny czas?

Plany są jasne: póki co zamierzam rozkręcić się w malarstwie. Wkrótce powstanie strona internetowa z moim pracami (o ile zdobędę serwer), zamierzam reaktywować profil na fb i realizować się artystycznie. Do tego piec, gotować, cieszyć się domem rodzinnym, pomocą bliskim i korzystać ze słońca :)

A we wrześniu? We wrześniu będę szukać pracy. Wrócę do mieszkania studenckiego i do miasta, będę układać sobie tam życie. Obecnie cieszę się wiejską, domową atmosferą.






niedziela, 19 lipca 2015

O pracy

Podjęłam decyzję, że idę do pracy. Było ciężko - praktycznie każdego dnia siedziałam po jednej lub więcej zmianie i pracowałam, będąc na szkoleniu - czyli za darmo. Nie miałam szans wyjazdu poza miasto, bo każdego dnia byłam w pracy. I w sumie już zaczęłam się w to wkręcać, przemęczyłam cały weekend niemal po 10 godzin dziennie i zgłosiłam gotowość do egzaminu.

Nie wiem, czy ten poniedziałek był taki zły, czy szefowa mnie znienawidziła (ale za co?), ale pierwszy raz w życiu zostałam potraktowana jak nieuk, tłumok, sama nie wiem, jak to określić.

Jako jedyna byłam przepytana z baterii - ot, takich zwykłych i niezwykłych, które były w asortymencie, jakby w pracy fotograf-grafik było to najbardziej potrzebne. Większość baterii pasuje do wielu urządzeń, np. takie okrągłe mają zastosowanie w kalkulatorach, wagach, itp., ciężko więc poznać do czego jest konkretna bateria. Gdy ja kupuję dla siebie zazwyczaj mam ze sobą starą, żeby kupić właściwą - wtedy po wielkości i symbolu można ją znaleźć.

Do tego okazało się, że nie umiem fotoszopa, pomimo że jestem na 4 roku grafiki. "Kobieto, i pani zna fotoszopa?" pojawiało się z ust szefowej, gdy retuszowałam krostki z twarzy, a później przeszłam na szyję i powiedziała, że "skaczę po twarzy". Czy kolejność ma znaczenie? Bez przesady, może nie jestem mistrzem fotoszopa, ale podstawy znam, a to co mieliśmy umieć do pracy ogarnęłam w jeden dzień. Najśmieszniejsze, że krytykowała mój retusz, a sama robiła tak samo, jak ja. Dodatkowo w regulaminie było napisane, że retuszujemy dwie krostki, nie więcej, bo reszta jest płatna (pewnie nie są to sztywne zasady, wiadomo), a ona retuszowała znamiona, których retusz jest zabroniony, bo ogólnie w wymogach przyjętych w kwestii dokumentów retusz jest niedozwolony, bowiem zdjęcia mają być jak najbardziej naturalne. A ona skomentowała złośliwie, że nie wyretuszowałam wszystkiego, jak już robię ten retusz. Dodatkowo stwierdziła niesłusznie, że retuszuję pół godziny, a zwykle jest na to 5 minut, a w międzyczasie przyszedł jakiś klient, który "zajął" komputer na jakieś 10 minut, a ja byłam krócej niż pół godziny w zakładzie.

Bardzo mnie krytykowała przy wszystkich, podnosiła ton głosu używając zwrotu "kobieto". W sumie uznałam to od razu za jej zły dzień, więc z góry wybaczyłam i walczyłam dalej o tę pracę. Jednak gdy kazała mi zrobić zdjęcie chłopakowi (po 18, max 21 lat) zdjęcie do dowodu pojawiło się coś, co mnie zszokowało. Fotografię wykonałam pod jej okiem. Wymogi są ściśle określone: naturalny wyraz twarzy, twarz na wprost, wąski kadr. Podam stronę, na której jest to obrazowo opisane <klik>. Moje zdjęcie obejmowało postać do połowy piersi, a gdy chłopak z mamą zatwierdzili zdjęcie do wywołania i wyszli, szefowa stwierdziła, że jest źle zrobione, nie da się wykadrować do szyi, trzeba będzie dorabiać koszulkę. Kazała mi biec za nimi i poprawić zdjęcie. Ledwo dobiegłam do nich, przeprosiłam i podkreśliłam, że się dopiero uczę, nieco zawstydzona, zziajana i winna całej tej afery. Zrozumieli, z uśmiechem wrócili do zakładu, po czym szefowa stwierdziła, że jednak jest dobrze. Było mi strasznie wstyd.

Podjęłam w sercu decyzję, że nie mogę tutaj zostać. Widząc grafik i fakt, że ludzie pracują ciągiem przez trzy dni, w tym dwa razy na 12 za koleją, a trzeciego dnia do 15 lub od 15 (oczywiście mam na myśli tylko sobotę, niedzielę i poniedziałek, nie wiem jak było w piątek i wcześniej), to zdecydowałam, że to nie jest dobry czas na pracę dla mnie. Skonsultowałam się z mamą i powiedziałam szefowej, że póki co nie jestem gotowa, by przyjąć tę pracę.

Odetchnęłam z ulgą. Wreszcie przesypiam noce, Nie sądziłam, że ta praca, tak sielankowa z pozoru wpłynie na mnie, że nie będę mogła spać i normalnie funkcjonować (brak jedzenia, życia prywatnego).

Oczywiście nadal chciałabym mieć pracę tego typu. Może się uda w innym zakładzie?


czwartek, 16 lipca 2015

Lepiej

Dziękuję za słowa wsparcia, za każdy komentarz, za pomoc i obecność.

U mnie o wiele lepiej.
Coraz lepiej.
I niech ta błogość trwa...

...:)

Wkrótce napiszę więcej. W ogóle to mam chęć na nową odsłonę bloga. Czas na zmiany!

czwartek, 2 lipca 2015

Apogeum

Błagam o siłę, by z tego wyjść. Błagam o wolność, błagam o odwagę!

Coraz bardziej widzę to, że właściwą drogą jest pójście w swoją stronę. Mam dość tych nieporozumień, awantur, podnoszenia tonu głosu, wymuszania.
Chcę być szczęśliwa.

Skąd wziąć odwagę?

środa, 24 czerwca 2015

Rzucić?

Znów to samo. Szantaż, negatywne emocje. Wykorzystywanie emocjonalne. Czy można tak iść?

Rzucić pracę, czy jego?

środa, 17 czerwca 2015

Są!

Namalowałam obraz dla Babci i już są! Są pierwsze zlecenia. Babcia dzwoni co jakiś czas i pyta: "i co, już masz? Już masz coś, czy nie?" ;)
Sesja, życie i szkolenie w pracy dają mi w kość, jednak już jestem coraz bliżej końca sesji, także resztą zajmę się w pełni już wkrótce.
Mam dużo planów, czuję, że to jest mój czas i modlę się, by mieć możliwość realizacji wszystkiego. Zaczynam również żyć sztuką i to mi się coraz bardziej podoba... chcę iść do przodu, chcę się realizować!

Niedługo napiszę więcej, póki co czas nagli, wpadłam tu na chwilę. ;)


A oto obraz dla Babci:




olej na płótnie, 2015


wtorek, 2 czerwca 2015

Życiowy młyn

Nie wiem, skąd pojawiła się opcja, że nie czytam komentarzy. Może z powodu pojawienia się innego faktu, że "siedzę w domu na dupie bez pracy"? Skoro nie mam zajęcia to przecież mogłabym czytać komentarze. 

Tydzień temu dowiedziałam się o tym, że dostałam pracę. Dzisiaj już mija trzeci dzień, odkąd uczestniczę w szkoleniu przygotowującym do pracy. Gdyby nie sesja, to od następnego tygodnia zaczęłabym pracę. Potrzebuję jednak czasu na "ogarnięcie" swoich spraw, zwłaszcza że egzaminów jest sporo. Chciałabym dociągnąć wszystkie projekty, dodatkowo dokończyć prace na konkurs i przygotować się do wystaw. Jeśli dobrze pójdzie, to pracę zacznę 24 czerwca. Póki co mam masę nauki związanej z pracą: cenniki, usługi, wypełnianie papierów, robienie zdjęć i obróbka. 

Dodatkowo wpływa na mnie sesja. Ostatnie projekty, ostatnie zajęcia i wiele pracy. Dzisiaj np., wstałam o 6, ogarnęłam się, poszłam na zajęcia - byłam tam do 12.30, na 13 do pracy na szkolenie i o 18 byłam w domu z warzywami na jutrzejszy obiad, bo dzisiaj nie było mowy o jedzeniu - musiałam jeszcze pobiec na uczelnię i robiłam prace do 21. Po powrocie do domu ogarnęłam pokój, ściągnęłam wiszące pranie (z piątku - nie było mnie w weekend) i pozmywałam. Marzę o śnie, ale czeka mnie jeszcze wiele pracy. Jutro kolejny ciężki, dynamiczny dzień. Ale lubię tak. Poza tym zapomniałam swój klucz na stancję i żyję nadzieją, że ktoś mi go przywiezie. 

Do tego życiowego młyna dochodzi jeszcze fakt, że Babcia od tygodnia leży w szpitalu i wcale nie ma się najlepiej. Trzeba przy niej czuwać cały dzień, także poprzedni tydzień dzieliłam między szkolenia, uczelnię, szpital i mojego P. Na szczęście wczoraj spędziliśmy niedzielę razem - byliśmy na Festynie w szkole mojej Mamy, na wspólnej Mszy Św. i obiedzie, który sama przygotowałam. Było cudownie. 

Moją nieobecność usprawiedliwiam życiem. Jestem. Czytam. Żyję. I cieszę się każdą chwilą.  

środa, 27 maja 2015

Udało się!

Dostałam pracę. Wymarzoną na ten etap w życiu. Pracę w zawodzie. Grafik-fotograf. Piękna oferta, aż trudno uwierzyć, że wybrano właśnie mnie. Cieszę się niezmiernie! :)
Godziny również wypadają nieźle, są trzy zmiany - od 9- 15, 12-19, 15-21, więc widzę opcję, że nie byłoby tak najgorzej jeśli chodzi o spotkania z P. Dodatkowo jak się dogadam z innymi, mogę mieć dzień wolny, a nawet tyle wolnego ile potrzebuję.

Jedyny problem jaki widzę to mój związek. P. jest niezadowolony, chociaż  początkowo się ucieszył. Mamy mnóstwo rzeczy niewyjaśnionych, żyjemy jak w matrxie, nie rzeczywistości, teraźniejszości. Są nieporozumienia i niekończący się czas na wyjaśnienia, które trwają już od półtora roku!

Podjęłam decyzję, że zostaję w mieście studenckim na wakacje. Chcę pracować, sama się utrzymywać, chcę być niezależna finansowo i zaradna. Ta praca w tym by mi pomogła.

Jeśli P zaakceptuje tą pracę, podejmę się :)
Błagam o modlitwę, by się udało!

Wiele z Was prosiło mnie o swoje prace - z miłą chęcią coś pokażę, a nawet się zareklamuję w przyszłości.

sobota, 23 maja 2015

O (moim) świecie sztuki

Po dwóch miesiącach nieobecności, powracam. Tak brakowało mi tego miejsca. Życie życiem, ale blogowy świat jest i był mi bliski. Dlatego jestem i mam nadzieję, zostaję na dłużej :)

Pomimo, że wiosna nas nie rozpieszcza, cieszę się zielenią i pięknem dnia codziennego, każdym promieniem słońca po ulewie i  kwitnącymi kwiatami. Maj to dla mnie nie tylko wiosna, ale także początek sesji, a więc i wzmożonej pracy. Bilans między życiem prywatnym, a uczelnianym jakoś się utrzymuje, ale boję się, że w końcu wytężonej pracy poddam się na rzecz związku. Póki co jestem optymistką i wykorzystuję każdą chwilę, by później było mniej pracy.

Mój wysiłek procentuje. Kiedyś pisałam Wam, że spełniło się moje marzenie: zaczęłam chodzić na ikony! I chociaż mojemu to nie pasowało, to postawiłam na swoje i "za jego przyzwoleniem" od czasu do czasu chodzę. Ostatnio dostałam nawet komplement, że "mam rękę do pisania ikon". Pani, która prowadzi te zajęcia niechętnie komplementuje studentów. Jest wymagająca i perfekcyjna w swojej pracy. Pisanie ikon to ciężka, pracochłonna technika, ale efekty są powalające i to jest rzecz, którą chciałabym robić w życiu.

Malarstwo olejne też sprawia mi przyjemność. Ostatnio namalowałam obraz dla Babci i była zachwycona. Zdecydowałam, że sama chciałabym taki i po sesji zaczynam malować kolejny.
W planach założenie strony ze swoimi pracami, bo póki co istnieje tylko profil na fb.

Ponadto istnieje opcja stażu, ale należy się nieco ogarnąć i zasiąść do nauki. Głupio iść "na jana" i robić komuś wstyd, gdy to staż z polecenia. Muszę popracować na portfolio i udoskonalić swoje grafiki.

Dodatkowo moje prace jadą na konkurs, a przynajmniej się wybierają ;), przy opcji ukończenia wszystkiego do czwartku.

Oczywiście będą wystawione 5 czerwca 2015 roku na zbiorowej wystawie.

No i najważniejsze - w poniedziałek mam rozmowę o pracę. Więcej powiem następnym razem ;)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Tak na chwilę

To, że choroba i związana z nią rozłąka wpłynęła na Nas pozytywnie dało się odczuć przez kilka dni. Byłam szczęśliwa. Oczarowana Nim z radością przygotowywałam posiłki na kolejne dni, gotowałam i robiłam sałatki, a wiosenne śniadania - pełne zielonych warzyw - dawały nadzieję, że przed nami słoneczne dni, oczywiście nie tylko za oknem, ale przede wszystkim w sercu.

Nie jest jednak tak pięknie. Smutne dni przeplatają się pięknymi, ale w końcu - całe życie takie jest. Ważne jednak, żeby wziąć w swoje życie w swoje ręce.

Motywatorem dla mnie jest uczelnia. Pomimo, że mam jej tak mało, to zachwycam się zajęciami, sztuką i inspiruję światem stworzonym przez Boga. Mam dużo planów, ale przeraża mnie fakt, że to już IV rok, że to już zaraz koniec, a ja tam mało wiem, umiem, korzystam. Chcę tworzyć, chcę to robić! Artystyczne studia były i są moim marzeniem. I chociaż wreszcie udało mi się dopiąć swego, czuję jak mało zrobiłam, jak mało poświęcam się temu, jak robię wiele rzeczy na odwal. W tym semestrze czekają mnie jeszcze wystawy, ale marzeniem jest stworzenie wystawy w lokalnym środowisku i praca w zawodzie.

Mało piszę, niemal wcale tu nie zaglądam. Nie chcę tak, to chwilowe. Tak naprawdę wiele się dzieję, a ja nie mam z kim się tym dzielić - blog jest odskocznią. Obiecuję, że się poprawię i trochę ogarnę blog w kwietniu. :)

Do napisania!


PS. Kocia Damo, nie mam do Ciebie dostępu :(

sobota, 7 marca 2015

To nie tak...

Chociaż pojawiały się słowa, że to koniec między nami, to jednak żadne z nas nie odważyło się na ten krok. Brak Jego obecności spowodowana była chorobą. Jeden dzień bez niego jest nie do pomyślenia, a co dopiero dwa... dostawałam szału na samą myśl, że już nigdy...

Choroba i tygodniowy czas niewidzenia się pokazały mi, że:

1. Ciężko jest żyć osobno
2. Zależy mi na Nim
3. Czekam na spotkanie z wytęsknieniem
4. Jestem zadbana i piękna na spotkaniu z Nim
5. Cieszymy się sobą nawzajem
6. Doceniamy swoją obecność
7. Wyjaśniamy na spokojnie jakieś nieporozumienia. Ze skutkiem!

Mam jakąś nieodpartą nadzieję, że wszystko zmierza ku lepszemu...


poniedziałek, 2 marca 2015

Poniedziałkowy brak Ciebie

Rano wróciłam do mieszkania studenckiego. Miałam mało rzeczy, co niezmiernie mnie cieszy, bo już nie wywożę i nie zwożę wszystkiego, co wpadnie mi w ręce. Brat mnie podwiózł, wysadził niedaleko bloku. Przebrałam się i wyszłam na uczelnię - rano zajęcia z projektowania www, później udałam się na zakupy spożywcze i przy okazji kupiłam 15 wieszaków do szafy. Czas na porządki wiosenne. Nie tylko w szafie, ale przede wszystkim - w życiu.

Wyobrażam sobie, jak wyglądałoby życie bez niego. Myślałam, że to będzie łatwiejsze, ale wcale tak nie jest. Brak smsów, brak telefonu, brak bliskości... Pomimo, że i tak tego nie doświadczałam przez ostatnie miesiące (prócz burzliwych telefonów) to jakoś ciężko przywyknąć do myśli, że już nigdy nie dostałabym od niego smsa z buźką uśmiechniętą. Nigdy nie otrzymałabym smsa "brakuje mi Ciebie" i innych, których nie pamiętam...

Organizuje sobie dzień, spędziłam go do 15 na uczelni, później zrobiłam obiad dla siebe i koleżanki, poszłyśmy na wystawę, zjadłyśmy u mnie lody i herbatę, a teraz sprzątam w szafie. Moje myśli wędrują ku niemu: co robi, co myśli, co jest...

Nie jest łatwo, a miało być tak pięknie.

niedziela, 1 marca 2015

Urodzinowy post

Ostatnio na zajęciach mieliśmy ciekawe ćwiczenie. Dostaliśmy kartki i przyrządy rysunkowe i mieliśmy naszkicować "portrety osób", z którymi studiujemy. Było nas 5 osób na 8, a zadanie było tak interesujące, że szybko zleciały nam 3 godziny zajęć. Początkowo powstała burza mózgów, dzięki której mogliśmy się dowiedzieć co nieco o sobie. Każda z osób mówiła coś o sobie i o innych, Kolejno portretowaliśmy siebie nawzajem.

Jak mnie widzą inni? To ciekawe, naprawdę. Bardzo spodobała mi się ta forma zajęć. 

Oto, z czym kojarzę się ludziom:

1. Uśmiech
2. Medalik ze św. Ritą
3. Bransoletka
4. Długie włosy
5. Miła
6. Porządna
7. Zdolna do poświęceń
8. Róża
9. Kwiaty
10. Rozkloszowane sukienki
11. Perfumy (nazwy nie pamiętam)
12. Pełna energii - zmęczona (jakaś skrajność)
13. Pies
14. Gwiazda


...:)



Co do uśmiechu - uśmiech jest moją bronią. To jest cecha, za którą jestem szczególnie wdzięczna Bogu - radość z życia, istnienia, wewnętrzna radość - w Panu. Nie chwaląc się, potrafiłam sprawić, że kobieta od fotografii, która nigdy się nie uśmiecha, zaczęła się uśmiechać. Poza tym powiedziała, że jestem wyjątkową osobą, bo nie zna takich ludzi, którzy się tak uśmiechają. To mój znak rozpoznawczy i każdy w grupie odpowie, że Rell kojarzy się z uśmiechem :)

Obiecałam kiedyś komuś, żebym nigdy nie straciła swej dziecięcej radości, która jest we mnie. Żebym nigdy nie straciła swojego wewnętrznego dziecka. 

I tego sobie życzę - by iść z wiarą, nadzieją i miłością przez życie - we wczorajszym dniu 25 urodzin.  



piątek, 13 lutego 2015

Trzynasty

Piątek trzynastego?

Nie wierzę w to. Data dla mnie nie ma znaczenia. Faktem jednak jest, że ten dzień na długo zapisze się w pamięci jako najgorszy dzień w moim życiu. Na samo wspomnienie mam dziwne ukłucie w brzuchu i jest mi niedobrze, mimo że niewiele jadłam.

Nie zdziwię pewnie niektórych, że wszystko zaczęło się od kłótni. Oczywiście o głupotę. Widzę to, że on zadaje mi "dziwne" pytania, na które nie mogę nie odpowiedzieć, za to moja odpowiedz prowadzi do nieporozumienia.

Padły z jego ust takie słowa, po których poczułam przykrość, a to, że kilka godzin wcześniej oglądaliśmy pierścionki zaręczynowe, to z perspektywy czasu, jakieś nieporozumienie. Powiedziałam, że nie akceptuje krzyku ani podnoszenia głosu, ani teraz, ani za 10 miesięcy, ani za 10 lat. Byłam stanowcza. Miałam gdzieś to, że on jeszcze skrobie szyby od samochodu, po tym, gdy krzyczał po prostu pojechałam bez pożegnania do domu.

To, że zaniedbałam domowe obowiązki - cóż, wpływa na mnie. Rodzice to widzą, mama zagroziła konsekwencjami, że zacznę sama się utrzymywać, że przestanie mi dawać pieniądze, że mam się wyprowadzić i iść do pracy. Wracając około 6.30 do domu, pościeliłam łóżko i zasnęłam z modlitwą na ustach. Gdy szłam spać, napisałam do koleżanki, że miała racje, że całe życie będę mu wyjaśniać, bo on nie rozumie błahostek. Ona szykowała się do wyjścia na wizytę kontrolną do lekarza.

Gdy obudziłam się, czułam niepokój. Kłótnia, kolejne nieporozumienia. Napisałam do niej, z pytaniem, jak poszło na wizycie, a ona napisała: "nie poszło".

Dowiedziałam się, że ma raka złośliwego macicy.

Koszmar.

25 lat kończę w tym miesiącu. Ona dwanaście dni po mnie.

Koszmar!

Co za koszmar!

Spadło na mnie ogromne cierpienie. Ciężar, który mnie przytłacza, przygniata mnie do ziemi.




Jezu, ufam Tobie!

czwartek, 12 lutego 2015

Gdybym mogła...

...spalić wszystkie nieporozumienia. I w pełni cieszyć się życiem. Byłabym szczęśliwa. Tak! By patrząc przez okno widzieć piękno deszczowo-zimowych dni i błota pośniegowego. I czuć, że mogę wszystko. Gdybym przez gęste, szare chmury widziała słońce, nie siedziałabym teraz w podartych dresach przed komputerem, jedną ręką pijąc wodę, a myślami drukując plan pracy i zamiatając korytarz. Chcę więcej! Więcej siebie, więcej siebie... Pasja mnie niszczy, bo ją zaniedbałam. Bo się jej wyrzekam. A ona bije we mnie, przypiera do ściany i krzyczy:

TWÓRZ!

niedziela, 8 lutego 2015

O sztuce

W poniedziałek 2 lutego odbyła się nasza uczelniana wystawa w jednym z domów kultury. Pierwszy raz w tym roku wystawiam swoją pracę. Ciekawe, ile takich okazji się jeszcze powtórzy? Chciałabym wreszcie doczekać się wystawy w mniejszym gronie, w znanym, lokalnym środowisku, mniej związanym ze sztuką. Szaleństwem jest to, że komuś spodobały się nasze prace. I to tak się spodobały, że są chętni do kupna! Nie wiem, czy moją pracę ktoś chce zakupić, ale jeśli tak, to byłoby mi miło. Cieszę się w każdym razie. :)

Teraz mam ferie. Właśnie upiekłam 42 babeczki, miałam dzisiaj czas dla siebie, więc sprzątałam i byłam na zakupach, myślałam o przyszłości, o pracy i o życiu. Sesja jakoś mi poszła, nie mam jednego wpisu jeszcze, a tak poza tym jedną 4, dwie 4,5 i reszta 5. Ostatnio trochę przycisnęłam do pracy, bo nieobecności miałam masę, ale warto było. Jeden przedmiot został mi po feriach, nie zdążyłam zrobić. Muszę spiąć się i jak najszybciej to zaliczyć, na szczęście - bez konsekwencji.

Poprzedni temat zostawię na później, ale wrócę do tego. Odpowiem również na komentarze i napiszę, czy coś się zmieniło przez ostatni czas.

piątek, 30 stycznia 2015

Analiza sytuacji i decyzja

Dziękuję za wiele słów wsparcia, za to, że jesteście, że nie jestem z tym sama, że ktoś mnie rozumie i życzliwie mi radzi, nie oceniając mnie. Każdy komentarz jest dla mnie ważny.

Meg, napisałaś: Nie zastanawia Cię to, że on ciągle wymaga od Ciebie, a nawet jak się starasz to tego nie widzi? Dla kogoś, kto we wszystkim znajdzie Twoją winę i wytknie Ci to przy każdej okazji, NIGDY nie będziesz dość dobra. Nawet choćbyś stawała na głowie i robiła cuda, nie zadowolisz człowieka, który jest ciągle niezadowolony z Ciebie.
Oczywiście, że mnie zastanawia. Bo nie poszliśmy w niedzielę razem na Mszę Świętą, bo nie dostał ode mnie żelków, bo... Czuję, że to ja mam się starać, walczyć i podkreślać, że on jest głową, a i tak sama podejmować decyzje i troszczyć się o wspólne spędzanie czasu. Marzę, by mi powiedział, że jestem piękna, a tego nie ma, bo chodzę w tym samym makijażu dwa dni, nie mam czasu dla siebie. Poza tym na spotkaniach płaczę.
Kocia_damo, Małżonek musi być partnerem, pomagać swojej żonie, a nie stawiać bezsensowne wymagania i oczekiwać ich spełnienia. W tym roku minie siódma rocznica naszego ślubu. Przeżyliśmy z mężem sporo- moją chorobę, chwilowy brak pracy, zmaganie się z codziennością, która rzadko kiedy jest kolorowa. Dziś z cała pewnością mogę powiedzieć_ moim najlepszym przyjacielem jest mąż. Wiem, że nigdy mnie nie zawiedzie, nie skrzywdzi, nie poniży. Czy się kłócimy? Ależ tak! Nie ma par, które od czasu do czasu by się nie pokłóciły. Ale nawet kłócąc się, należy pamiętać, aby nie poniżać drugiej strony, nie wyśmiewać słabości...

Tego mi brakuje - partnerstwa. Rozumiem, ze istnieje podział obowiązków, że różnimy się od siebie, że jesteśmy stworzeni jako kobieta i mężczyzna, ale brakuje mi jego wsparcia. Ot, choćby w prostych sprawach, jak egzaminy.
Ja: "Nie zaliczyłam egzaminu",
On:"To wpłynie na nas!"
...bo będę mieć poprawkę, bo muszę jeszcze raz się przygotować, bo będę musiała iść jeszcze raz w środę na 13. Niepojęte. Zamiast być przy mnie i powiedzieć: nie martw się, poprawisz, to słyszę wyrzuty. Zazdroszczę Ci męża-przyjaciela. To coś pięknego, niesamowitego! - jak dla mnie. Masz racje, kłótnie są zawsze, ale nie należy wtedy zapominać o wartości drugiej osoby, o tym ile ona dla nas znaczy, bo liczą się dla nas nasze własne zachcianki i nasza jedynie słuszna racja.

Marta Julia, Mam nadzieję, że kiedy myślisz o swoim chłopaku to nie myślisz, że jest 'lepszy' od Ciebie, bo 'wydaje' się być być blisko wiary/kościoła... Nie chcę tutaj wzbudzić żadnych kontrowersji, ale jedną rzecz jest wierzyć w 'kościół' / chodzić na różniste spotkania / znać i przestrzegać zasad, a inną sprawą jest mieć osobistą, żywą relację z Tym, ktory ten kościoł powołał do życia, który jest źródłem życia... Mam nadzieję, że rozumiesz co mam na myśli.

Na początku znajomości zaufałam, wiedząc, że jego życie opiera się na Bogu. Widząc to, że nasze rodziny się różnią, pomimo że obie są katolickie, to z podziwem się przyglądałam jego relacji z Bogiem, którą wyniósł z domu. Teraz wiem, że relacja z Bogiem to również relacja z drugim człowiekiem, a to, że ktoś kilka razy w tygodniu chodzi do Spowiedzi Św. i odmawia wiele modlitw, nie znaczy, że jego relacja z Bogiem jest idealna. Na początku, oczywiście, uważałam tak, że jest 'lepszy', jednak teraz staram się sama rozwijać i pogłębiać swoją wiarę, a także wiedzę na temat wiary i postępując  zgodnie ze swoim sumieniem, nie uważam się gorsza.

Żono, Kochana- jakąkolwiek wielką miałabyś winę i nieważne ile błędów być popełniała, to z drugiej strony one nie są też usprawiedliwieniem na takie zachowanie. Tak samo jak to,że ja siebie w tamtym momencie nie szanowałam,nie było ŻADNYM usprawiedliwieniem dla zachowania mojego męża.Nikt nie powinien wykorzystywać słabości drugiej osoby i nikt nie ma takiego prawa, wręcz przeciwnie, w związku oboje powinni siebie samych i się nawzajem inspirować do stania lepszymi.

To piękna definicja związku,

Pierwsze co to powinnaś stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie, że jesteś piękna, atrakcyjna, WARTOŚCIOWA i zasłużyłaś na chłopaka, który będzie to doceniał. I NIE MUSISZ tkwić w związku z człowiekiem, który ciebie nie szanuje, Bóg postawił na Twojej drodze zapewne wielu innych ludzi także, ale że tego wybrałaś, to jest TWÓJ wybór. Mnie kiedyś ksiądz przy spowiedzi ochrzanił za to, że pitoliłam o woli Boga, który postawił na mojej drodze.... itd, zamast po prostu określić się, czy naprawdę CHCĘ za Męża wyjść. Spotkałam na swojej drodze przynajmniej kilku chłopaków, którzy potencjalnie byli mną zainteresowani:P Wybrałam tego jednego.Druga sprawa, to powinnaś zastanowić się, czego oczekujesz od mężczyzny, który miałby być Twoim mężem. Wyobrażasz sobie życie czterdzieści lat w jednym domu ze swoim teraźniejszym chłopakiem?! Dzień w dzień, będziecie sobie patrzeć na ręce, czepiać się siebie, krzyczeć, kłócić całymi nocami, wracać do tego samego domu. Może będziesz w ciąży i może będziesz potrzebować opieki tak jak ja, będziesz mogła na swojego chłopaka liczyć? Czy zarobi on na dom, na dzieci (on w ogóle pracuje jak ma czas rozmawiać po 6-8 h przez telefon? Na czyi koszt dzwonicie? Mieszka sam czy z rodzicami, utrzymuje się sam?) Kochana, kiedy się umyć to ja mogę nie mieć czasu, bo mam małe dziecko, któremu nie przetłumaczę, że mam podstawowe! potrzeby fizjologiczne! Adaś mi nie daje się umyć, ale on ma pół roku! Jak dorosły człowiek może nie rozumieć takich rzeczy? Jeśli rozmawiacie przez telefon, czy mówisz mu, że nie możesz teraz rozmawiać, bo chcesz się umyć/ coś zjeść/masz jutro egzamin? Jak on na to reaguje? Jeśli nie dociera raz drugi i trzeci, to rozłącz się i wyłącz telefon, nie masz obowiązku być na każde jego zawołanie, przecież masz swoje obowiązki... Tym bardziej, że nie jesteście po ślubie, nie macie siebie na wyłączność, Wasz związek to właśnie czas na rozeznawanie, czy będziecie potrafili stworzyć dobre małżeństwo, ciągle możecie się wycofać, jeżeli widzicie, że to nie ma przyszłości! To czas w pewien sposób sprawdzania siebie, czy on/ ona nadaje się na żonę/ męża, ale i na matkę/ ojca!
Ciężko tak stwierdzić, gdy nie mam chwili dla siebie. Niewyspana, smutna, znużona, zapłakana... taki obraz mnie widnieje na ulicy w ostatnim czasie. Chcę wierzyć, że tak jest, że to co napisałaś w pierwszym zdaniu tego cytatu to rzeczywistość, że to JA...
Oczekuje miłości, wsparcia, zrozumienia... to tylko początek.
Nie wyobrażam sobie małżeństwa za 40 lat, bo nie tak podałam herbatę, bo nie tak stoi fotel, bo źle usiadłam. Za to wydziera się na mnie i tak, dobrze czytacie, tak właśnie jest, a te przykłady są z życia. Mam tłumaczyć to zdenerwowaniem? Niewyjaśnionymi rzeczami z przeszłości? Nie wyobrażam sobie być w ciąży, skoro nie rozumie złego samopoczucia związanego "z tymi dniami", bo to wpływa na nas, bo się nie uśmiecham, bo jestem inna. 
Pracuje jako nauczyciel w przedszkolu 7 godzin tygodniowo :( Ja mam codziennie zajęcia, z których rezygnuje, bo on ma wolne. Marzę o tym, by dostał pełny etat, bym miała czas dla siebie. Chcę się realizować, póki nie mam męża i dzieci, chcę się uczyć, chcę się rozwijać. Mamy telefon w tej samej sieci, rozmowy darmowe. Zarabia przynajmniej 500zł miesięcznie, dodatkowo ma dług, który spłaca (już jest na finiszu, w tym roku go spłaci) i niestety mieszka z rodzicami. Rodzice nie dają mu pieniędzy, ale je u nich, rachunków nie płaci, sam za to utrzymuje samochód. Chciałabym, by chociaż na kilka miesięcy wyprowadził się z domu, ale już w przeszłości mieszkał poza domem, pracował w jakimś ośrodku z trudną młodzieżą. Masz rację, dorosły człowiek powinien zrozumieć, ale mam wrażenie, że do Adasia prędzej by to dotarło. Szczerze mówiąc to jem lub przygotowuję się do egzaminów rozmawiając przez telefon. Często muszę się tłumaczyć, ze chcę zjeść i przedstawić mu całą wersję wydarzeń, co będzie po tym, gdy zjem (czyli czy zadzwonię, ile zajmie mi jedzenie, co jeśli będzie dłużej, w jaki sposób  dam znać).

 I generalnie z tego założenia wychodziłam, że póki mu nie powiem wprost, czego chcę, i że to jest dla mnie ważne, to nie mogę mięc do niego pretensji, że nie wie o co mi chodzi albo nie rozumie. Ale jeśli wie, że coś jest dla mnie ważne, bo mu o tym powiedziałam, a jednak by to olewał, to nie miałabym wątpliwości, że mu na mnie nie zależy w ogóle i nie ciągnęłabym tego.

Chyba o tym zapomniałam. Boję się powiedzieć, że np., chcę mieć wieczór na naukę, chcę, żeby mnie odwiózł, chcę rano upiec sernik i posprzątać dom, a później się widzieć.  Najlepiej gdybyśmy się widzieli od 7 rano i żebym ja po niego przyjechała i go odwiozła, ugotowała na spotkanie i cały dzień się uśmiechała. Oczywiście, tak by było najlepiej, ale jest coś takiego, jak rzeczywistości i obowiązki, a wypełnianie ich z myślą o drugiej osobie (upiorę tę sukienkę i założę na nasze spotkanie), powoduje, że te szare, codzienne obowiązki nabierają koloru. Myślę, że niezbyt jasno wyrażam to, co czuję, że nie daje mu jasnych komunikatów. Ze strachu. Tak nie może być, muszę nad tym popracować.

meg: Wiesz, że jesteś manipulowana i nie czujesz się wolna, jak sama napisałaś. To jest bardzo zła i niepokojąca sytuacja, i uwierz mi, kwestia zmiany tego nie leży w Twoim postępowaniu. Możesz naprawdę być idealną dziewczyną dla niego, ale jeśli on ma Cię tak naprawdę w nosie (a na to wygląda), to wiele nie wskórasz. Jeśli rozmawiałaś z nim i jasno powiedziałaś mu, że nie życzysz sobie takiego odnoszenia się do Ciebie, obwiniania Cię bez powodu, albo z błahych powodów, jeśli powiedziałaś mu żeby nie szantażował Cię tym, że musi przez Ciebie chodzić do spowiedzi (jego grzechy to jego sprawa, nie Twoja, chyba że go celowo prowokujesz, czy namawiasz, w co wątpię), jeśli wyraźnie powiedziałaś, że jego postępowanie Cię boli i rani, jeśli zrobiłaś to wszystko, a rozmowy nie przynoszą skutku, a dalsze kłótnie i zwalanie winy na Ciebie, to jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest wyjść spod tej manipulacji i uwolnić się od takiej toksycznej relacji, po prostu.

Chyba niezbyt jasno mu wyraziłam moją nie-akceptację, co do jego zachowania. Płacz niewiele mówi, a ja trochę się boję. Ale co mam do stracenia? Nic. Bo albo idziemy razem do przodu i naprawiamy naszą relację, albo rozchodzimy się w swoje strony i nie marnujemy sobie czasu.




Podjęłam wstępną decyzję, że zakończę tę znajomość. Najpierw jednak pojawiła się wspólna myśl o Spowiedzi Św. Trafiliśmy razem do księdza od spraw małżeństw, on poszedł najpierw, a ja później. Dostałam wiele cennych rad, a także inne spojrzenie na naszą relacje. Jemu zależy, bo zachowuje się tak, jakby ktoś mógł mnie zabrać, dlatego moim zadaniem jest upewnienie go, że gdy pójdę na uczelnię, czy uśmiechnę się do przechodnia, nie zabije naszej relacji. Ponadto mam nie pozwalać na takie zachowania jak szantaż, wykorzystywanie emocjonalne i zastraszanie. Mam wychować faceta, bo taka jest rola kobiety. Tak, tak, usłyszałam to na Spowiedzi Św.

Tak więc podnoszę głowę do góry, zaciskam zęby i walczę o swoje. Dam sobie czas do maja, może czerwca. Zobaczymy, czy coś się zmieni. A jeśli po moim stanowczym zdaniu, że nie akceptuje szantażu i braku szacunku nic w tej kwestii się nie zmieni rozważę opcję odejścia.

Ktoś pisał, czy może do mnie pisać - mój mejl znajduje się w zakładce KONTAKT, jeśli ktoś chce, proszę śmiało pisać. :)

Otworzyłam się już bardzo na tym blogu, ale cieszę się, że jestem, że jesteście, że mnie wspieracie.

Dziękuję!


środa, 21 stycznia 2015

Kłótnia

Znów kłótnia. Zostawiam wszystko, całe życie, płaczę i mu tłumaczę, że nic z mojej strony nie było negatywnego, a on nic. Nadal podnosi głos, według mnie krzyczy na mnie.
Co było z jego strony?

1. Chciałam mu dać buziaka w policzek powyżej ust, odsunął się.
2. Miałam złą opcję, że się odsunął - nie wykluczył mi jej.
3. Podnosił na mnie głos, gdy zginął kot i stwierdził, że mnie sprawdzi jeszcze wiele razy, że przejdę wiele sprawdzianów i że, żałuje, że mnie nie sprawdził, mówiąc, że wypuścił kota na dwór. Był ciekawy, co ja na to. W momencie zaginięcia kota byłam przerażona, bałam się, że uciekł.
4. Zadawał pytania - dlaczego nie ma słuchawek do telefonu, dlaczego nie ma żelu pod prysznic - to znaczyło, dlaczego mu nie kupiłam tego.
5. Powiedział, że mam mu oddać za busa, bo ja go denerwuje i będzie musiał jechać przeze mnie do Spowiedzi.
6. Powiedział, że mam iść do Spowiedzi Świętej za niego.
7. Zadał pytanie: "Czy możesz mnie denerwować następnym razem gdy będzie po Spowiedzi Świętej?"
8. Podczas Mszy Świętej odsunął się ode mnie, gdy przysunęłam nogę swoją do jego nogi. Gdy drugi raz to zrobiłam, sprawdzając, czy zrobił to celowo, okazało się, że tak - dwukrotnie się odsunął.
9. Nigdy nie zdarzyło się, żeby poszedł do Komunii Świętej beze mnie, tzn. zawsze szliśmy razem - wchodził pierwszy z ławki, czekał, aż ja wyjdę i szliśmy. Wyszedł, nie spojrzał na mnie i poszedł sam. (!)
10. Powiedział, że dla niego to śmieszne, że go dotknęłam nogą. Było mi przykro, że się odsunął - leciały mi łzy z tego powodu i z powodu tego, że poszedł beze mnie do Komunii Świętej. Ja płakałam, a on się śmiał w tym samym momencie, bo dla niego było to śmieszne!
11. Powiedział, że uzna, że nie cieszy przy mnie!
12. Patrzył na inne dziewczyny na Mszy Świętej, stwierdził, że robił to celowo. Powiedział, że widział, jak inna dziewczyna się uśmiechała do swojego chłopaka, a ja nie!
13. Kupiłam dla niego ciastka, wręczyłam mu - on ich nie wziął celowo.
14. Stwierdził, że nie dałam mu jeść i pić. (Było nieporozumienie i wpłynęło na mnie to, że się odsunął ode mnie. Zaproponowałam, że zrobię obiad dwa lub trzy razy, chciałam podać herbatę i sernik, ale on nie chciał jeść i pić, bo na mnie coś wpływa).
15. Stwierdził, że w domu ma tyle jedzenia, a u mnie przez cały dzień był głodny.
16. Powiedział: "Dzisiaj chciałem wodę, a następnym razem mogę chcieć sok najlepszy na świecie". Wodę dostał, ale stwierdził, że 1) za późno, 2) nie stała na stole od początku spotkania.
17. Zapytałam, czy jestem dla niego ważna, tak jak mówił ostatnio na spotkaniu ze mną. Stwierdził, że tak ( nie od razu), a później cofnął swoje słowo.
18. Zostaliśmy zaproszeni do mojej koleżanki, która z mężem wyrządzała małą parapetówkę - on chciał iść, po czym stwierdził, że po Mszy jedzie do mnie, nie odwołując tego, że idziemy do koleżanki. Zaprosiłam go dwa razy telefonicznie i podczas spotkania. Zgodził się i nie odwołał.
19. Prosił o przeprosiny za to, że się zdenerwował i denerwuje przeze mnie.
20. Powiedział, że mam mu oddać pieniądze za bilet, bo będzie musiał jechać przeze mnie do Spowiedzi.

Co mam myśleć?

Sesja już jest, a ja nadal się nie zjawiam na uczelni.


Boże, ratuj! Nie opuszczaj mnie. Błagam!

sobota, 10 stycznia 2015

Kalendarz

Nowy Rok, nowe postanowienia, nowe zmiany? Marzy mi się kalendarz-organizer, kolorowy, zapisany, zapełniany, z widocznymi śladami użytkowania. O taki o:

 


Zdjęcia pochodzą z Pinterest i z Zszywka. :)



Wczoraj spędziliśmy cały dzień razem u niego w domu. Było miło, dzisiaj widzimy się u mnie. Czekając na niego myślę nad filmem. który obecnie realizuję. Oddech zbliżającej się sesji czuję na karku. Kalendarza nie znalazłam, ale widzę opcję, że zrobię sama :) A co, w końcu żem grafik :P

czwartek, 8 stycznia 2015

Szczerości garść

Przyznam szczerze, że chciałam stąd uciec. Zamysłem tego bloga było to, by pisać pozytywnie, by nie narzekać, dostrzegać dobro i piękno dnia codziennego. Tak mało było postów przez cały ten okres! To nie jest tak, że nie dostrzegam piękna, które mnie otacza. Czasem jednak niektóre rzeczy - dla nas ważne! - determinują naszą radość i spostrzegawczość na piękno. A przecież małe rzeczy cieszą najbardziej. 

Nadszedł dzień szczerości. Dzień, w którym uchylę nieco tajemnicy z mojego życia, choć przed tym tak stroniłam. Ale gdzie podziać te myśli, uczucia? Blog może być doskonałym miejscem, by pomyśleć i spojrzeć na wszystko inaczej. A później, mając "czarno na białym" to, co jest ofiarowywać to Panu - tak samo radości, jak i smutki.


A wszystko, co sprawia mi smutek i radość zarazem jest w moim związku. Cała ta znajomość jest szalenie specyficzna: ciągłe nieporozumienia, które powodują kolejne nieporozumienia. I koło się zamyka. Relacja w niepokoju, niezrozumieniu. Czyżbyśmy na tym budowali?

Chciałabym, żeby było idealnie. Tak idealnie, jak tylko to możliwe, nawet jeśli ideały nie istnieją. Chcę dać z siebie wszystko. Chcę poznać siebie, pokonywać swoje słabości, umacniać się. Chcę naprawiać tę relację, chcę budować, wzmacniać ją, napełniać miłością i pokojem.

Postanowiłam tutaj pisać, bo sama nie wiem, na czym jestem. Jestem taką osobą, która po nocy widzi dzień i nie myśli o tym, że była noc. Widzę jednak, że problemy powracają, że są rzeczy których nie przeskoczę i nie mogę niczego przeoczyć. Są to rzeczy, które mi nie pasują i nie mogę ot tak o nich zapomnieć. Chcę wypracować drogę do prowadzącą do prawdziwej Miłości oraz do Małżeństwa. Naszą drogę, wspólną. Jeśli Bóg pozwoli. :)

A co u Nas?

Widujemy się, spotykamy się niemal codziennie. Mało mamy czasu na inne rzeczy, ale na "siebie" również. Z nowych, ważniejszych rzeczy - zaprosiłam go na Święta Bożego Narodzenia (co prawda widzieliśmy się w drugi dzień świąt) oraz na wspólną, pierwszą naszą Mszę Świętą w moim parafialnym Kościele. Tak na co dzień kłócimy się często, płaczę wtedy jak nigdy, cierpię. Różnimy się, ale cóż - wierzę, że Miłość wiele może!