czwartek, 2 kwietnia 2015

Tak na chwilę

To, że choroba i związana z nią rozłąka wpłynęła na Nas pozytywnie dało się odczuć przez kilka dni. Byłam szczęśliwa. Oczarowana Nim z radością przygotowywałam posiłki na kolejne dni, gotowałam i robiłam sałatki, a wiosenne śniadania - pełne zielonych warzyw - dawały nadzieję, że przed nami słoneczne dni, oczywiście nie tylko za oknem, ale przede wszystkim w sercu.

Nie jest jednak tak pięknie. Smutne dni przeplatają się pięknymi, ale w końcu - całe życie takie jest. Ważne jednak, żeby wziąć w swoje życie w swoje ręce.

Motywatorem dla mnie jest uczelnia. Pomimo, że mam jej tak mało, to zachwycam się zajęciami, sztuką i inspiruję światem stworzonym przez Boga. Mam dużo planów, ale przeraża mnie fakt, że to już IV rok, że to już zaraz koniec, a ja tam mało wiem, umiem, korzystam. Chcę tworzyć, chcę to robić! Artystyczne studia były i są moim marzeniem. I chociaż wreszcie udało mi się dopiąć swego, czuję jak mało zrobiłam, jak mało poświęcam się temu, jak robię wiele rzeczy na odwal. W tym semestrze czekają mnie jeszcze wystawy, ale marzeniem jest stworzenie wystawy w lokalnym środowisku i praca w zawodzie.

Mało piszę, niemal wcale tu nie zaglądam. Nie chcę tak, to chwilowe. Tak naprawdę wiele się dzieję, a ja nie mam z kim się tym dzielić - blog jest odskocznią. Obiecuję, że się poprawię i trochę ogarnę blog w kwietniu. :)

Do napisania!


PS. Kocia Damo, nie mam do Ciebie dostępu :(