czwartek, 8 stycznia 2015

Szczerości garść

Przyznam szczerze, że chciałam stąd uciec. Zamysłem tego bloga było to, by pisać pozytywnie, by nie narzekać, dostrzegać dobro i piękno dnia codziennego. Tak mało było postów przez cały ten okres! To nie jest tak, że nie dostrzegam piękna, które mnie otacza. Czasem jednak niektóre rzeczy - dla nas ważne! - determinują naszą radość i spostrzegawczość na piękno. A przecież małe rzeczy cieszą najbardziej. 

Nadszedł dzień szczerości. Dzień, w którym uchylę nieco tajemnicy z mojego życia, choć przed tym tak stroniłam. Ale gdzie podziać te myśli, uczucia? Blog może być doskonałym miejscem, by pomyśleć i spojrzeć na wszystko inaczej. A później, mając "czarno na białym" to, co jest ofiarowywać to Panu - tak samo radości, jak i smutki.


A wszystko, co sprawia mi smutek i radość zarazem jest w moim związku. Cała ta znajomość jest szalenie specyficzna: ciągłe nieporozumienia, które powodują kolejne nieporozumienia. I koło się zamyka. Relacja w niepokoju, niezrozumieniu. Czyżbyśmy na tym budowali?

Chciałabym, żeby było idealnie. Tak idealnie, jak tylko to możliwe, nawet jeśli ideały nie istnieją. Chcę dać z siebie wszystko. Chcę poznać siebie, pokonywać swoje słabości, umacniać się. Chcę naprawiać tę relację, chcę budować, wzmacniać ją, napełniać miłością i pokojem.

Postanowiłam tutaj pisać, bo sama nie wiem, na czym jestem. Jestem taką osobą, która po nocy widzi dzień i nie myśli o tym, że była noc. Widzę jednak, że problemy powracają, że są rzeczy których nie przeskoczę i nie mogę niczego przeoczyć. Są to rzeczy, które mi nie pasują i nie mogę ot tak o nich zapomnieć. Chcę wypracować drogę do prowadzącą do prawdziwej Miłości oraz do Małżeństwa. Naszą drogę, wspólną. Jeśli Bóg pozwoli. :)

A co u Nas?

Widujemy się, spotykamy się niemal codziennie. Mało mamy czasu na inne rzeczy, ale na "siebie" również. Z nowych, ważniejszych rzeczy - zaprosiłam go na Święta Bożego Narodzenia (co prawda widzieliśmy się w drugi dzień świąt) oraz na wspólną, pierwszą naszą Mszę Świętą w moim parafialnym Kościele. Tak na co dzień kłócimy się często, płaczę wtedy jak nigdy, cierpię. Różnimy się, ale cóż - wierzę, że Miłość wiele może! 




13 komentarzy:

  1. Tam, gdzie są częste kłótnie, płacz i cierpienie, nie ma miłości tylko jakaś chora relacja.
    Sorry, taki mamy klimat.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja myślę, że to zależy. Kłótnia kłótni nierówna ;) Jeśli te łzy to nie dlatego, że on Cię źle traktuje (obraża, nie szanuje, nie liczy się z Twoim zdaniem, nie okazuje miłości - o właśnie, odpowiedz sobie na pytanie, czy czujesz się przez niego kochana), lecz dlatego, że tak emocjonalnie reagujesz, to dla mnie nie byłaby to tragedia, bo sama jestem bardzo emocjonalna i po prostu ten płacz to jest jakby nieodzowny, gdy jest jakiś bardziej poruszający mnie konflikt, nie koniecznie od razu kłótnia ;P

    No i kwestia Waszych charakterów - jeśli obydwoje jesteście uparci i nieustępliwi (ideałem byłaby choć jedna osoba ugodowa), to w takiej sytuacji albo nastawiałabym się na zaakceptowanie tego, że siłą rzeczy będą się pojawiać częstsze i dłuższe spory, albo... sama wiesz. Ale spokojnie - nikt nie powiedział, że po takich akcjach nie jest możliwe porozumienie, tylko po prostu przychodzi ono trudniej i po dłuższych (i bardziej intensywnych ;)) bojach, niż gdyby przynajmniej jedno z Was było ugodowe.
    Zastanów się, jaki jest mechanizm Waszych kłótni, przez co się nakręcacie?

    Widać, że Tobie zależy... a jemu?

    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za te słowa, dobre i szczere. Aż łezka mi się zakręciła w oku i uśmiechnęłam się do monitora. :)

      Ja podchodzę do tego emocjonalnie, łzy są tego efektem. Czasem jest ciężko, wiadomo - bo są to kłótnie o głupoty, a przynajmniej z błahostek się rodzą (np. dlaczego się nie uśmiechasz?). Wiem, że mu zależy, wiem to, czuję to. Jest idealistą, dla niego Miłość to podstawa i sens życia, zaraz po Wierze. Oboje jesteśmy uparci, bowiem niektóre rzeczy przez niego wymagane są nierealne do wykonania przeze mnie, nie mogę więc być ugodowa zawsze. Porozumienie jest zawsze. Wszystko wyjaśniamy dokładnie i szczegółowo, gdy opadną emocje. :)

      Ja nakręcam się głownie wówczas, gdy on chce spędzać ze mną czas od rana do nocy, albo dłużej, kosztem wszystkiego - czasem nie mam czasu zrobić prania, albo wziąć prysznica o uczelni nie wspominając. Na tym tle pojawiają się konflikty, bo owszem, chcę się widzieć jak najwięcej, ale chcę też chodzić na zajęcia, wziąć prysznic, itp. A on? Gdy nie ma z mojej strony czegoś dużo wcześniej, czyli np. zaproszenia na następny weekend do mnie do domu.

      Usuń
    2. No to już masz podstawy do przemyśleń i może konstruktywnych zmian? :) Swoją drogą - to, co piszesz, BARDZO mi przypomina pewną moją relację, już zakończoną - ale bez paniki - nie rozstaliśmy się przez te rzeczy, które opisałaś :)

      Jeśli mogę Ci coś podpowiedzieć: ofiarność w związku - tak, ale nie kosztem zaniedbywania własnych elementarnych potrzeb. Rozumiem, gdybyś czuwała przy ukochanym od rana do nocy w szpitalu i nie miała czasu ani głowy na jedzenie czy prysznic (chociaż i wtedy jednak trzeba zatroszczyć się o siebie, bo na dłuższą metę samemu można paść z wyczerpania), ale w takiej sytuacji? Serio, wiem o czym piszesz, bo sama miałam problem z ustaleniem granic, ale... jeśli nie wcześniej, to później, tylko że z większym hukiem ;)

      *Ale babola strzeliłam wcześniej z tym "nie koniecznie" ;P Szybko pisałam i nie zauważyłam :)

      Aaa, no i postaraj się podejść do tego spokojniej :) - wiem, że to niełatwe, ale czasem leciutkie wyłączenie emocji i trzeźwe spojrzenie na sprawę może przynieść naprawdę wiele dobrego :)

      Usuń
  3. Trochę Cię rozumiem, bo choć niewiele napisałaś, to mam wrażenie że przeżywam to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama w takiej sytuacji. Mam nadzieję, że jakoś obie sobie poradzimy :)

      Usuń
  4. Nie ma związków idealnych. Podczas kłótni spróbuj się uspokoić i zamiast wszystkiego sobie wypominać, skupić się na temacie. Rozmawiajcie, nie kłóćcie się. Jestem pewna, że taki dystans do Waszego związku poprawi Wasze relacje i uratuje ten związek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tydzień bez nieporozumień prawie za nami :) Dziękuję za rady, zastosuję je. :)

      Usuń
  5. Dobrze, że postanowiłaś wyrzucić z siebie to wszystko, co leżało ci na sercu:) Blog to nie tylko przedstawianie idealnego świata. To też świat porażek i niepowodzeń. A w związku nie wszystko jest piękne i cukierkowe. Ale podpisuję się pod tym co napisała Miletta, także odwagi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uch, całe szczęście, że poparłaś mnie i wykluczyłaś moją wątpliwość :) Będę pisać tu częściej, nawet te gorsze rzeczy. Dziękuję. :) O tak, odwagi mi potrzeba.

      Usuń
  6. To jest tak, że ideałów nie ma;) Posłuchaj mężatki z sześcioletnim stażem:D I to jest w sumie piękne, bo prawdziwa miłość uczy człowieka kochać nawet wady tego drugiego, akceptować go takim, jakim jest. Kłótnie są w każdym związku, ważne, by przynosiły one coś wartościowego. No i najważniejsze- zamiast nich może warto byłoby rozmawiać, tak na spokojnie? Wiem, wiem, to nie jest łatwe czasami, sama jestem dość emocjonalną osobą i nieraz muszę się "wyładować" krzycząc, ale to nie jest najlepsze wyjście. Wierzę, że jeśli będziecie pracować nad Waszym związkiem, wyjdzie z tego coś wspaniałego;) W zasadzie już wyszło, teraz musicie się tylko dotrzeć;)
    Trzymam kciuki za Was! Będzie dobrze!:*

    OdpowiedzUsuń
  7. "Prawdziwa miłość uczy człowieka kochać nawet wady tego drugiego, akceptować go takim, jakim jest." - piękne słowa, piękna definicja miłości. Co do krzyku - czasem bywa on słuszny, lepszy niż obojętność, bo widać wtedy, że komuś zależy - ale podnoszenie głosu na siebie nawzajem powoduje we mnie dystans, więc koniec końców nie popieram takiej formy kłótni. Mam tak samo odnośnie wiary - wiem, że potrzeba pracy, a owoce tej pracy mogą być piękne. :) Dziękuję pięknie :):) Dziękuję! ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Hey, wpadłam dziś na Twój blog, więc postanowiłam zostawić po sobie jakiś ślad!
    My też z moim T. często sie na początku naszej relacji kłóciliśmy. Co nie znaczy, że to nie był ten... Teraz jesteśmy bardzo szczęśliwym małżeństwem od 3 lat...!
    Nie wiem jak długo jesteście razem, ale jeśli poważnie zastanawiasz się czy to Ten, być może ten post jakoś Ci pomoże?
    http://zonaimaz.com/2014/11/29/zanim-powiesz-tak/
    Natknęłam się dziś też na wpis Żony Spełnionej...Polecam!
    http://zona-spelniona.blogspot.co.uk/2015/01/mail-do-kazdej-z-was.html
    Pozdrawiam Cie serdecznie i czekam na dalsze relacje! ;*

    Żona & Mąż
    www.zonaimaz.com

    OdpowiedzUsuń