niedziela, 15 stycznia 2017

Rok bez planów

Wieki nie pisałam.
Na nic się nie nastawiam, nie będę obiecywać, że w Nowym Roku będzie inaczej.
Tak bardzo czekałam na ten rok, liczba 7 bardzo dobrze mi się kojarzy. Gdy jednak nastąpił ten oczekiwany czas, czar jakby prysł. Czasami jest mi wszystko obojętne, czasami mam siłę do walki, czasami mam moc, by żyć.

Pamiętam jak w liceum tęskniłam za miłością. Pamiętam te wszystkie dni i noce, w których wyglądałam kogoś. Wierzyłam, że go spotkam, że spotkam go i pokocham, że będę tak cudownie zakochana do szaleństwa. Dzisiaj, mając 26 lat, nic w tej kwestii się nie zmieniło. Nadal chciałabym być z kimś, myśleć o kimś i czuć dreszcze, gdy dostanę smsa.

Marzę o rodzinie. Koleżanki, które poznałam w czasie studiów i liceum żyją pośród mnie, mają mężów, niektóre dzieci. Na facebooku znajomi chwalą się zdjęciami ze ślubu, a także noworodkami. Chciałabym mieć rodzinę. Chciałabym tworzyć dom z człowiekiem, który będzie dla mnie dobry, który będzie mnie kochał. Marzę o dzieciach, o mężu, przy którym będę się budzić każdego dnia. O spokoju i problemach dnia codziennego, które będziemy pokonywać razem. Ale mimo wszystko o pokoju ducha, że to właśnie ten mężczyzna, który będzie czuwał i mnie chronił, który mnie pokocha ponad wszystko... a ja jego.

Nie mam planów na 2017. Chcę żyć. Chcę czuć pokój. Chcę dążyć do świętości.

Chcę Cię odnaleźć, mój Przyszły Mężu, jeśli istniejesz.