poniedziałek, 21 marca 2016

Rozłożyło mnie

No i ustałam w walce. Rozłożyło mnie. Taka byłam szczęśliwa, że mnie to nie tyczy, że jakoś się ochraniałam od wszelkich chorób, ale tym razem złapało mnie takie choróbsko, że przypomniałam sobie po trzech latach wolności od nawet zwykłych przeziębień, co to znaczy chorować. W czwartek i piątek nie było mowy o jedzeniu, tak więc dwa dni nic nie jadłam. O herbacie nie myślę do dzisiaj, jakoś mnie odrzuca, więc piję tylko sok. Siły mam zerowe, a w czwartek każda próba podniesienia głowy z poduszki, kończyła się zawrotami głowy i mdłościami. Dobrze, że P. przyjechał wieczorem, zaopiekował się mną, przypilnował, gdy poszłam się umyć, bo byłam sama w domu.

Na weekend wróciłam do domu rodzinnego, ale to był gwóźdź do trumny. Mama chciała na zakupy pojechać, no i widząc, jak jej zależy, pojechałam z nią. Trochę się doprawiłam... Dodatkowo mój chrześniak w wieku prawie siedmiu lat wreszcie wyrwał się z domu i przybył do nas na weekend. Zaplanował sobie, że przyjedzie i zostanie, pomimo że wcześniej nie było mowy o wyciągnięciu go chociażby na godzinę czy dwie bez mamy. Z przedszkolem było tak samo: nie chciał chodzić, płakał, pomimo że w domu taki z niego chojrak; aż pewnego dnia zakomunikował, że idzie i zostanie. No i został. Bez problemu.

W dwa dni radości było co niemiara. Dodatkowo do mojego brata przyjechała dziewczyna, a do mnie P., więc Chrześniak  miał nową publiczność, która mogłaby doceniać jego popisy :) Dostał od P. pistolet na kapiszony, zadowolony był strasznie, zwłaszcza gdy wylatywał dymek, a on mógł go zdmuchnąć :D

Słodziak z niego niesamowity, nie chciał wracać do domu w ogóle. Najgorsze, że bałam się, że go zarażę, aż tak przy nim nie siedziałam, ale w jednym pomieszczeniu byliśmy prawie cały czas.

środa, 16 marca 2016

Wzrost motywacji

Wiem, że może być mroźno za oknem, ale to słońce, które wdziera się do pokoju, powoduje we mnie wzrost motywacji. Wstałam rano, zmotywowana snem o sobie. Jest prawie jedenasta, a ja jestem w trakcie wykonywania maseczek pielęgnacyjnych i po treningu. Rozplanowałam też ten dzień i zamieniam plany na działanie. Życie toczy się dalej, a ja nie zamierzam tkwić w tym samym miejscu.

W Piśmie Świętym napisane jest, że lepiej jeśli człowiek pójdzie na pogrzeb, niż na wesele. Pewnie ze względu na to, że może zastanowić się nad przemijaniem, nad sensem tego życia. Nie wykluczam, że na weselu też, ale wiadomo - pogrzeb sprzyja refleksji.

Co zamierzam w najbliższym czasie? Po pierwsze - skupić się na dyplomie i pracy magisterskiej. Tak, wciąż z tego nie wyszłam, wciąż to siedzi w mojej głowie, wciąż nie mogę się z tym uporać. Muszę bardziej wgłębić się w temat, czuję się taka pusta w środku, że nie umiem obronić swoich prac. Temat kobiet wcale nie jest prosty, motyw kobiet - strasznie rozległy. Tak więc marzec to miesiąc dokonywania ostatecznych wyborów w kwestii dyplomu.

Chciałabym też pośpieszyć magisterkę. Gdybym napisała kolejny rozdział w tym tygodniu, ostatni zostałby mi na kwiecień. I do maja miałabym całą pracę. To piękna wizja, a nawet realna. Muszę się zdyscyplinować.

Wypisałam sobie wymagania z ofert pracy w moim zawodzie. Zamierzam się sama nauczyć wszystkich rzeczy, jakie potrzebne są, by zdobyć pracę. Trzymajcie kciuki!

Niedziela, dzień pogrzebu, minęła mi w rodzinnej atmosferze. Widziałam Babcię, ale tylko trochę, nie chciałam zaglądać do trumny. Najgorszy moment to wpuszczanie ciała do grobowca. Trochę płakałam, ale trzymałam się całkiem nieźle. Najbardziej było mi żal ciotki, ona bardzo przeżyła śmierć swojej matki. Spotkanie rodzinne po pogrzebie było miłe, osobiście dla mnie motywujące. Na pogrzebie byłam sama, tak jak chciałam. Wyszło na moje, nie żałuję decyzji ani trochę.

Dzisiaj mam się całkiem nieźle. Czuję się silna, ale tak naprawdę w głębi serca, nie wierzę w śmierć mojej Babci. Jakoś ciężko się pogodzić.


sobota, 12 marca 2016

Babcia

Moja Babcia odeszła wczoraj do Wieczności. Pogrążona w smutku, nie mam co ze sobą zrobić. Nie mam ochoty na nic, ale szykować się muszę. Jutro niedziela, dzień pogrzebu. Brak mi słów...

Babciu, kocham Cię i modlę się za Ciebie.
Boże najmilszy, przyjmij ją do siebie!


A on chce iść na pogrzeb. Mimo, że tak mało zna moją rodzinę, prawie wcale. Babcie widział. I tyle. Wprasza się, pomimo, że ja tego nie chcę. Wolę być sama, nie chcę by poznawał rodzinę przy takiej okazji, nie chcę też, by oni poznawali jego. Zamiast skupiać się na pogrzebie, na Babci, na rodzinie, ja myślę o tym, jak go przekonać, że nie chcę, by szedł. On i tak zrobi, jak chce. :(:(