niedziela, 19 lipca 2015

O pracy

Podjęłam decyzję, że idę do pracy. Było ciężko - praktycznie każdego dnia siedziałam po jednej lub więcej zmianie i pracowałam, będąc na szkoleniu - czyli za darmo. Nie miałam szans wyjazdu poza miasto, bo każdego dnia byłam w pracy. I w sumie już zaczęłam się w to wkręcać, przemęczyłam cały weekend niemal po 10 godzin dziennie i zgłosiłam gotowość do egzaminu.

Nie wiem, czy ten poniedziałek był taki zły, czy szefowa mnie znienawidziła (ale za co?), ale pierwszy raz w życiu zostałam potraktowana jak nieuk, tłumok, sama nie wiem, jak to określić.

Jako jedyna byłam przepytana z baterii - ot, takich zwykłych i niezwykłych, które były w asortymencie, jakby w pracy fotograf-grafik było to najbardziej potrzebne. Większość baterii pasuje do wielu urządzeń, np. takie okrągłe mają zastosowanie w kalkulatorach, wagach, itp., ciężko więc poznać do czego jest konkretna bateria. Gdy ja kupuję dla siebie zazwyczaj mam ze sobą starą, żeby kupić właściwą - wtedy po wielkości i symbolu można ją znaleźć.

Do tego okazało się, że nie umiem fotoszopa, pomimo że jestem na 4 roku grafiki. "Kobieto, i pani zna fotoszopa?" pojawiało się z ust szefowej, gdy retuszowałam krostki z twarzy, a później przeszłam na szyję i powiedziała, że "skaczę po twarzy". Czy kolejność ma znaczenie? Bez przesady, może nie jestem mistrzem fotoszopa, ale podstawy znam, a to co mieliśmy umieć do pracy ogarnęłam w jeden dzień. Najśmieszniejsze, że krytykowała mój retusz, a sama robiła tak samo, jak ja. Dodatkowo w regulaminie było napisane, że retuszujemy dwie krostki, nie więcej, bo reszta jest płatna (pewnie nie są to sztywne zasady, wiadomo), a ona retuszowała znamiona, których retusz jest zabroniony, bo ogólnie w wymogach przyjętych w kwestii dokumentów retusz jest niedozwolony, bowiem zdjęcia mają być jak najbardziej naturalne. A ona skomentowała złośliwie, że nie wyretuszowałam wszystkiego, jak już robię ten retusz. Dodatkowo stwierdziła niesłusznie, że retuszuję pół godziny, a zwykle jest na to 5 minut, a w międzyczasie przyszedł jakiś klient, który "zajął" komputer na jakieś 10 minut, a ja byłam krócej niż pół godziny w zakładzie.

Bardzo mnie krytykowała przy wszystkich, podnosiła ton głosu używając zwrotu "kobieto". W sumie uznałam to od razu za jej zły dzień, więc z góry wybaczyłam i walczyłam dalej o tę pracę. Jednak gdy kazała mi zrobić zdjęcie chłopakowi (po 18, max 21 lat) zdjęcie do dowodu pojawiło się coś, co mnie zszokowało. Fotografię wykonałam pod jej okiem. Wymogi są ściśle określone: naturalny wyraz twarzy, twarz na wprost, wąski kadr. Podam stronę, na której jest to obrazowo opisane <klik>. Moje zdjęcie obejmowało postać do połowy piersi, a gdy chłopak z mamą zatwierdzili zdjęcie do wywołania i wyszli, szefowa stwierdziła, że jest źle zrobione, nie da się wykadrować do szyi, trzeba będzie dorabiać koszulkę. Kazała mi biec za nimi i poprawić zdjęcie. Ledwo dobiegłam do nich, przeprosiłam i podkreśliłam, że się dopiero uczę, nieco zawstydzona, zziajana i winna całej tej afery. Zrozumieli, z uśmiechem wrócili do zakładu, po czym szefowa stwierdziła, że jednak jest dobrze. Było mi strasznie wstyd.

Podjęłam w sercu decyzję, że nie mogę tutaj zostać. Widząc grafik i fakt, że ludzie pracują ciągiem przez trzy dni, w tym dwa razy na 12 za koleją, a trzeciego dnia do 15 lub od 15 (oczywiście mam na myśli tylko sobotę, niedzielę i poniedziałek, nie wiem jak było w piątek i wcześniej), to zdecydowałam, że to nie jest dobry czas na pracę dla mnie. Skonsultowałam się z mamą i powiedziałam szefowej, że póki co nie jestem gotowa, by przyjąć tę pracę.

Odetchnęłam z ulgą. Wreszcie przesypiam noce, Nie sądziłam, że ta praca, tak sielankowa z pozoru wpłynie na mnie, że nie będę mogła spać i normalnie funkcjonować (brak jedzenia, życia prywatnego).

Oczywiście nadal chciałabym mieć pracę tego typu. Może się uda w innym zakładzie?


14 komentarzy:

  1. To ciekawe, że dostrzegłaś bez problemu że jesteś źle traktowana w pracy i od razu postanowiłaś z niej zrezygnować, a jeśli chodzi o związek, w którym jesteś traktowana jak śmieć to pozwalasz sobie na to i nie robisz nic prócz żalenia się od czasu do czasu na blogu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek dla mnie jest na pierwszym miejscu (po Bogu, rzecz jasna), dlatego decyzja co do związku jest trudniejsza. Poza tym tej pracy nie kocham, a swojego mężczyznę, owszem.

      Usuń
    2. Pomimo, że mężczyzna zachowuje się jak ostatnia menda.
      Powyższy komentarz daje chyba wyraźny obraz, że cokolwiek ktokolwiek tu napisze prawdziwego nt. miłości, związku, szacunku, autorka bloga i tak wie swoje i kropka.

      Usuń
    3. To nie znaczy, że "wiem swoje i kropka". Opisuję tutaj te bolesne dla mnie chwile, ale moje życie z Nim nie składa się tylko z takich. Mimo wszystko jestem normalną kobietą i niezaślepioną, chociaż zakochaną. Dla mnie to jest trudna decyzja, że kończę związek, skoro kocham i mam świadomość, że inaczej wyglądałby dzień, gdyby nie było ciągnącej się przeszłości. Wiem jednak ile mogę zaakceptować.

      Usuń
    4. Czyli zakończyłaś związek? Jesli tak, to moge napisac ze wiem, ze jest Ci trudno, bo go kochasz, ale pamietaj, ze to chora milosc...i ze jestes silna babka.

      Usuń
    5. Na razie jestem na etapie, że bacznie się przyglądam jak jest. I wciąż mam nadzieję, że będzie inaczej. Może też za bardzo skupiam się na nieporozumieniach i rzeczach, które mi się nie podobają, zamiast cieszyć się pięknymi i -podkreślam-normalnymi chwilami?

      Usuń
  2. Warto szukać pracy gdzie będziesz traktowana jak człowiek. Powodzenia ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że uda się coś znaleźć, a jeśli nie - mam jakąś alternatywę. :)

      Usuń
  3. Relliance polecam Ci nową serię O. Szustaka https://www.youtube.com/watch?v=SP5x1qzc_Ik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie :) Czekam na odcinek, właśnie obejrzałam pierwszy.

      Usuń
  4. Praca, jaka by nie była to jest ważna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Nie czynię z niej jednak priorytetu.

      Usuń
  5. Życzę Ci szczęścia, tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wychodzę z założenia, że praca w pewnym sensie musi, oprócz zarobków oczywiście, przynosić satysfakcję, więc jeśli czujesz, że obecna Cię ograniczała i w jakiś sposób niszczyła, dobrze, że się z nią pożegnałaś;) Trzymam za Ciebie mocno kciuki, w końcu wszystko się poukłada, zobaczysz! :)

    OdpowiedzUsuń